Symulowanie choroby psychicznej jako wyzwanie ...

Wojciech Imielski

Symulowanie choroby psychicznej jako wyzwanie dla psychologicznej diagnostyki klinicznej

Wprowadzenie

W trakcie swojej praktyki – klinicznej, sądowej czy środowiskowej, tak psycholog jak i lekarz psychiatra niejednokrotnie miewają do czynienia z osobami z tych czy innych względów udającymi objawy choroby psychicznej. Zjawisko symulacji zaburzeń psychicznych jest być może tak stare, jak same zaburzenia psychiczne, a zatem towarzyszy człowiekowi najprawdopodobniej od początków jego historii. Niezależnie od powodów symulacji, o których będzie mowa w dalszej części artykułu, rzeczą niezwykle istotną jest umiejętność jej wykrycia czy zdemaskowania, co nie zawsze jest sprawą łatwą, zwłaszcza, jeśli symulujący jest osobą inteligentną i sprytną a przy okazji dobrze obeznaną z symptomatologią i syndromologią psychiatryczną.

Słowo "symulacja" pochodzi od łacińskiego "simulatio", oznaczającego "udawanie, pretekst". Potocznie definiuje się ją jako "udawanie (zwłaszcza objawów choroby) w celu oszukania, wprowadzenia w błąd otoczenia" (wg Słownika Wyrazów Obcych i Zwrotów Obcojęzycznych autorstwa Władysława Kopalińskiego).

Symulację rozumianą w sposób medyczny można zdefiniować jako celowe i zamierzone udawanie obecności fizycznych lub psychicznych objawów chorobowych, które w rzeczywistości u symulującej osoby nie występują. Ze zjawiskiem symulacji związane są ściśle następujące zjawiska pokrewne:

Agrawacja – kiedy osoba badana wyolbrzymia i przejaskrawia rzeczywiście występujące objawy choroby, często celem uzyskania dodatkowych korzyści - na przykład przedłużenia hospitalizacji czy wzbudzenia większego współczucia ze strony otoczenia, podtrzymania zainteresowania personelu medycznego itd.


Dysymulacja – jest w pewnym sensie przeciwieństwem symulacji. Ze zjawiskiem tym mamy do czynienia, kiedy osoba chora ukrywa własne objawy i zaprzecza ich występowaniu. Często obserwowana u chorych ujawniających zaburzenia psychotyczne. Warto zaznaczyć, że dysymulacja może być w pewnych okolicznościach objawem zdrowienia, ponieważ w wielu sytuacjach świadczy o pojawiającym się u pacjenta krytycyzmie wobec własnych przeżyć chorobowych i wzrastającym dystansie do przeżywanych objawów psychopatologicznych.


Metasymulacja – o metasymulacji mówimy wówczas, kiedy osoba chora, u której w toku leczenia uzyskano remisję choroby, sygnalizuje dalsze występowanie nieobecnych już objawów. Metasymulację często obserwuje się u osób z zaburzeniami z kręgu lękowo – depresyjnego i wydaje się, że jej cele są zazwyczaj podobne, jak w przypadku agrawacji.


Symulacja nawarstwiona (in. symulacja nałożona) – jest to zjawisko dosyć szczególne, polega bowiem na symulowaniu objawów choroby przez osoby rzeczywiście chore psychicznie. Wówczas, obok symptomów bezsprzecznych, stwierdzonych ponad wszelką wątpliwość, chory relacjonuje dolegliwości, których w rzeczywistości nie doświadcza. Bywa i tak, że diagnosta rozpoznaje zwykłą symulację, po pewnym zaś czasie okazuje się, że pod przyjętą przez chorego pozą kryje się rzeczywisty proces psychotyczny.


Zespół Gansera – (czasem nazywany pseudodemencją) to zjawisko, by tak rzec, z pogranicza symulacji i rzeczywistych zaburzeń psychicznych. Zespół Gansera obserwuje się u osób, które znalazły się (często nagle i niespodziewanie) w ciężkiej sytuacji życiowej. Nierzadko objawy zespołu Gansera obserwuje się u więźniów zakładów karnych, dlatego czasem syndrom ten zaliczany jest do tzw. "psychoz więziennych".
Zespół Gansera to zaburzenie, w ramach którego chory sprawia wrażenie, jakby sztucznie i naiwnie "udawał wariata" – prezentuje objawy przypominające upośledzenie umysłowe, psychozę lub inwolucyjne zaburzenia starcze, na przykład usiłuje otwierać drzwi niewłaściwym końcem klucza, zakłada ubranie tyłem do przodu, próbuje pisać odwrotną stroną długopisu itd. W wywiadzie diagnostycznym objawem szczególnie wyraźnym jest udzielanie tzw. "odpowiedzi obok" – chory, zapytany o swój wiek, podaje wartość niepoprawną, ale bardzo zbliżoną do prawidłowej (podobnie w przypadku zadanych prostych działań arytmetycznych). Obraz całokształtu zachowania osoby badanej uderza pewną sztucznością i jakby przesadą, należy jednak pamiętać, że zespół Gansera nie jest przykładem zwykłej symulacji, w przeciwieństwie do niej nie jest bowiem jednoznacznie celowy i zamierzony. Pseudodemencja jest czymś w rodzaju ostatniej deski ratunku, jakiej nie do końca świadomie chwyta się osoba zagrożona na przykład wieloletnim więzieniem. Jak określił to niegdyś Profesor Tadeusz Bilikiewicz: "Chory w sytuacji, w której grozi mu kara, popada w stan niedorzecznego zachowania, postępując ze wszystkim konsekwentnie, tak jak to laicy wyobrażają sobie 'wariata': zachowuje się błazeńsko, wszystko robi na opak, niedorzecznie, nie umie nazwać przedmiotów codziennego użytku, trawa jest u niego czerwona, krew zielona, niebo czarne a sadza biała (…)". Zespół Gansera jest specyficznym przypadkiem psychozy reaktywnej. 


Zaburzenie pozorowane (in. zespół Münchausena) – jest to świadome i celowe wywoływanie objawów (gorączki, biegunki, wysypki itp.) choroby somatycznej, zazwyczaj poprzez podawanie odpowiednich środków (nawet trucizn). Celem jest często hospitalizacja lub nawet operacja, uzyskanie dostępu do leków itd. W praktyce klinicznej można mieć do czynienia również z tzw. "przeniesionym zespołem Münchausena", kiedy człowiek prowokuje objawy choroby nie u siebie, lecz u osoby od siebie zależnej (na przykład u dziecka).


Konwersja histeryczna - w pewnym sensie jest również rodzajem symulacji, z tym, że możemy powiedzieć, iż symuluje tutaj nie pacjent, lecz jego nerwica. W pełnoobjawowej histerii obserwuje się występowanie objawów pozornie świadczących o chorobie fizycznej, lecz nie mających żadnego uzasadnienia w stwierdzonym somatycznym stanie chorego. W trakcie dogłębnej analizy objawów można zauważyć ich "celowość" – objaw konwersyjny zawsze czemuś służy lub coś symbolizuje. Przykładem może być utrata władzy w nogach u żołnierza biorącego udział w działaniach frontowych, nagła ślepota u kierowcy czy utrata głosu u nauczyciela.
Do chwili obecnej na gruncie psychologii klinicznej i psychiatrii nie zostało stworzone precyzyjne narzędzie wykrywania symulacji choroby psychicznej. Tzw. "skale kłamstwa" czy "skale symulacji" w najrozmaitszych klinicznych kwestionariuszach czy inwentarzach osobowości są tak naprawdę skalami mierzącymi tendencję osoby badanej do przedstawiania się w pozytywnym świetle czy też do zniekształcania obrazu własnej osoby, jaki objawia się po obliczeniu wyników badania i ich interpretacji przez odpowiednio wyszkolonego specjalistę. Z doświadczeń autora tego artykułu wynika jednak, że skale takie nie są szczególnie przydatne do rozpoznawania ewentualnego udawania choroby psychicznej. W zakresie wykrywania symulacji zaburzeń emocjonalnych psychologowie i psychiatrzy praktycy są zatem zazwyczaj skazani na własne, wypracowane w toku długoletniej praktyki i doświadczenia sposoby odróżniania osób zdrowych od rzeczywiście chorych psychicznie i w dalszej części artykułu temat ten zostanie omówiony.

Eksperymentalne badanie zagadnienia, o którym mowa jest z kilku względów utrudnione. Po pierwsze - w praktyce klinicznej symulanci zdarzają się znacznie rzadziej, niż się powszechnie ludziom wydaje, trudno jest więc o wiarygodny i odpowiednio liczny ludzki materiał badawczy. Po drugie – z różnych powodów ludzie symulują objawy różnych jednostek diagnostycznych, utrudnione jest więc dodatkowo stworzenie jednej, precyzyjnej kwestionariuszowej skali symulacji. Po trzecie – wiadomo, że zjawisku symulacji towarzyszą zjawiska podobne i ściśle z nią związane, takie jak wymienione powyżej (dysymulacja, agrawacja, metasymulacja i in.). Niezwykle rozbudowane treściowo kliniczne kwestionariusze diagnostyczne składają się zazwyczaj z takiej liczby pozycji czy pytań, która i tak jest dla badanego męcząca i uciążliwa (na przykład powszechnie stosowany na oddziałach psychiatrycznych, składający się z 566 pozycji testowych inwentarz Minnesota Multiphasic Personality Inventory, znany jako MMPI), trudno więc mówić o dodatkowym rozszerzaniu zawartości skal kontrolnych.
Warto jednak zauważyć, że odpowiednio wyszkolony specjalista zazwyczaj po kilku latach praktyki klinicznej całkiem nieźle radzi sobie z wykrywaniem ewentualnych symulantów i w kolejnych rozdziałach artykułu zostaną prześledzone powody, dla których ludzie udają chorobę psychiczną oraz właśnie praktyczne wskaźniki symulacji.
Zawarte w artykule spostrzeżenia i wnioski są już częściowo oparte na quasi – eksperymentalnych (jako że na gruncie psychologii klinicznej trudno jest mówić o eksperymencie w ścisłym sensie) badaniach klinicznych prowadzonych przez autora.

Dlaczego ludzie udają chorobę psychiczną?

Wśród licznych powodów ewentualnej symulacji zaburzeń psychicznych wyszczególnić należy przynajmniej cztery, zgodnie z doświadczeniami autora artykułu najpowszechniej występujące. Są to:
• chęć uzyskania świadczeń socjalnych, roszczenia rentowe czy odszkodowawcze
• pragnienie uniknięcia odpowiedzialności karnej lub służby wojskowej
• wynikająca z czystej złośliwości czy przekory chęć wprowadzenia w błąd lekarza   
  czy psychologa
• symulacja z pobudek psychotycznych u osób rzeczywiście chorych.

Prezentowany przez pacjentów "obraz chorobowy" symulowanych zaburzeń jest zazwyczaj różny w przypadku czterech wymienionych powodów. I tak – renciści lub osoby zgłaszające roszczenia odszkodowawcze zwykle starają się zaprezentować objawy depresji, nerwicy, lub zaburzeń depresyjno – lękowych. Wynika to zapewne m. in. z przyczyn społecznych – w ocenie takich pacjentów zaburzenia z kręgu afektywnych czy nerwicowych mogą przydarzyć się każdemu i spotykają się w społeczeństwie z większą tolerancją i akceptacją, niż na przykład zaburzenia psychotyczne (nikt bowiem na dłuższą metę nie chciałby we własnym środowisku uchodzić za chorego psychicznie, chyba, że ma bardzo poważne powody). Warto także zaznaczyć, że osoby te starają się często zaprezentować także obniżoną sprawność intelektualną, głównie w zakresie funkcji pamięciowych (na przykład zaniżają własne wyniki w badaniu testem inteligencji lub tzw. testami organicznymi).


W przypadku osób zagrożonych karą sądową dużo częściej mamy do czynienia z prezentacją rzekomych głębokich zaburzeń psychotycznych lub nawet upośledzenia umysłowego, co wynika z chęci uzyskania opinii lekarskiej stwierdzającej, że oskarżony miał w czasie czynu częściowo lub całkowicie zniesioną zdolność do rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim zachowaniem lub wprost z chęci uzyskania opinii o niepoczytalności. Ze zrozumiałych względów zaburzenia psychotyczne lub upośledzenie umysłowe byłyby dla tych osób najwygodniejsze. "Chorzy" tacy zazwyczaj opowiadają o rzekomych doznaniach omamowych, wypowiadają treści urojeniowe, natomiast w psychometrycznych skalach diagnostycznych starają się zaprezentować znacznie obniżoną sprawność intelektualną i objawy ewidentnej choroby psychicznej.


W przypadku pensjonariuszy zakładów karnych, pragnących uzyskać zwolnienie z więzienia lub przeniesienie do zakładu karnego o mniejszym rygorze obserwuje się często prezentację objawów autyzmu, izolacji społecznej i apatii. Wojskowi lub poborowi, celem zwolnienia ze służby lub jej uniknięcia stosunkowo często natomiast powołują się na swój rzekomy homoseksualizm (który, rzecz jasna, nie należy do dyspozycji emocjonalnych czy osobowościowych pożądanych w armii). W czasach obecnych, w dobie armii zawodowej, problem ten umarł śmiercią naturalną.


W praktyce klinicznej nierzadko spotyka się również osoby, które mają ochotę po prostu "poigrać" z diagnostą na zasadzie "kto kogo przechytrzy". Warto zaznaczyć, że w wielu przypadkach u osób tych stwierdza się osobowość nieprawidłową o różnym obrazie klinicznym, jednak w standardowym badaniu skalami psychometrycznymi pacjenci tacy często prezentują bardzo niespójny, dziwaczny wręcz profil wyników. Zwykle wynika to ze specyficznego, przyjętego celowo sposobu odpowiadania na pytania kwestionariuszowe, na przykład na przemian "tak" i "nie", lub zupełnie dowolnie, bez czytania treści pozycji testowych. Jedną z form weryfikacji takich wyników, dosyć zresztą przypadkową, jest uzyskanie informacji od innych pacjentów, którym badany żartowniś prywatnie zwierza się z udanego kawału.


Jeszcze innym zagadnieniem jest symulacja zaburzeń ze strony osób rzeczywiście chorych psychicznie. Brzmi to może dość dziwnie, ale w praktyce zdarza się czasem, że pacjent psychotyczny opisuje u siebie objawy, które de facto nie występują i czyni to z pobudek chorobowych. Po bardziej wnikliwej obserwacji okazuje się, że pod rzekomą symulacją kryje się rzeczywisty proces psychotyczny. Trudno jest jednoznacznie określić, jakiego rodzaju motywacja kieruje takim postępowaniem chorych – bez wątpienia nieco inna w każdym pojedynczym przypadku.


Z całą pewnością najbardziej skuteczną metodą demaskowania symulacji zaburzeń psychicznych (i pewnie wszelkich innych...) jest długotrwała obserwacja. Wynika to bezpośrednio z faktu, że nikt nie jest w stanie udawać przez cały czas, 24 godziny na dobę. Prędzej czy później następuje nieuchronnie moment nieuwagi, w którym symulant zapomina się i spod przybranej maski choć na parę chwil wyziera zdrowa osobowość, emocjonalność czy intelekt pacjenta. Przypadki takie najłatwiej zademonstrować na przykładzie opisanych wcześniej "chorych" roszczeniowych, prezentujących objawy rzekomej depresji. Charakterystyczne jest bowiem, że pacjenci tacy manifestują obniżenie nastroju, zanik napędu życiowego i motywacji jedynie w określonych momentach, tj. głównie podczas porannej i wieczornej wizyty lekarskiej, podczas kontaktu z członkami personelu i – wybitnie – w trakcie badania w gabinecie psychologa lub lekarza. Wystarczy zatem niespodziewanie zjawić się na sali chorych lub w innym, bardziej prywatnym dla pacjentów miejscu (na przykład w palarni), by ujrzeć chorego z "depresją" roześmianego, rozluźnionego, biorącego udział w ożywionej konwersacji. Obserwacja taka jest jednak, rzecz jasna, możliwa tylko w przypadku dłuższej hospitalizacji pacjenta lub jego pobytu w warunkach izolacji (więzienie, oddział detencyjny, dom opieki), trudno natomiast stosować ją skutecznie w warunkach ambulatoryjnych, choć wiadomo, że nawet w poradni czy gabinecie prywatnym pacjent może inaczej zachowywać się w poczekalni, inaczej podczas kontaktu z diagnostą.

Praktyczne wskaźniki symulacji zaburzeń psychicznych

Problem manifestacji objawów

W przypadku psychoz bardzo znamienne jest, że osoby rzeczywiście chore psychicznie zazwyczaj wykazują tendencję do dysymulacji a zatem ukrywania objawów i zaprzeczania wszelkim dysfunkcjom psychicznym czy emocjonalnym. Widoczne jest to wyraźnie w wynikach prowadzonych przez autora tej pracy badań klinicznych. Z kolei symulanci często mają zwyczaj manifestować i podkreślać własne niedomagania mentalne, co nawet w przypadku osób błyskotliwie symulujących z miejsca stwarza wrażenie sztuczności i nieautentyczności. Dochodzi nawet do absurdalnych sytuacji, w których pacjent upiera się, że "ma dziwaczne urojenia", podczas gdy, jak wiadomo, urojenia są to z definicji błędne sądy i mniemania, w stosunku do których pacjent pozostaje całkowicie bezkrytyczny i w których słuszność wierzy niezachwianie, uważając je za jak najbardziej rzeczowe i racjonalne.

Krytycyzm chorobowy jest zjawiskiem bardzo rzadko występującym w psychozach i jeśli nawet pacjent deklaruje poczucie choroby, to zazwyczaj twierdzi, że jest chory "na nerwy", "na nerwicę" lub – najczęściej – "na depresję", z jego "rozumem" natomiast wszystko jest najzupełniej w porządku (to zaś potwierdza zawarte w pierwszej części przypuszczenie, że nerwica czy depresja są zespołami bardziej niż psychozy akceptowalnymi społecznie i każdy "woli" chorować na nie).

Nadmiar patologii i niekonsekwencja

W przypadku osób symulujących zaburzenia psychiczne zwykle mamy do czynienia także ze zjawiskiem tzw. "nadmiaru patologii". Efekt ten występuje zazwyczaj u naiwnych, prymitywnych symulantów i polega na tym, że osoba badana sygnalizuje obecność wszelkich możliwych objawów psychopatologicznych. W ramach wywiadu łatwo w sposób kontrolowany sprowokować takie zachowanie, zadając pytania umiarkowanie sugerujące pożądaną odpowiedź. W tych warunkach naiwny symulant nierzadko chwyta się każdej możliwości dodatkowego "uwiarygodnienia" i pogłębienia obrazu własnych zaburzeń. W sytuacji badania kwestionariuszowego uzyskujemy profil kliniczny przeciążony patologią – bardzo wysoki, zawierający wszelkie wskaźniki zaburzeń emocjonalnych.

Warto zwrócić tu uwagę na często występujący rażący brak konsekwencji – w profilu takim uzyskujemy na przykład bardzo wysokie wskaźniki jednocześnie depresji i manii, ekstrawersji i introwersji, lęku i psychopatii itd. Efekt ten jest komiczny w przypadku symulantów, należy jednak pamiętać, że w odniesieniu do rzeczywistych psychotyków może świadczyć nie o symulacji lecz o daleko posuniętej dezorientacji autopsychicznej czy ogólnej dezorganizacji życia psychicznego, objawach takich, jak ambiwalencja, ambitendecja itd.

Manifestacja halucynacji wzrokowych

Z klinicznych doświadczeń autora wynika, że objawy psychopatologiczne w postaci doznań omamowych ze strony zmysłu wzroku zdarzają się w praktyce stosunkowo rzadko (w przeciwieństwie, na przykład, do bardzo częstych omamów słuchowych). Pomimo, iż halucynacje wzrokowe niewątpliwie istnieją i pewien procent pacjentów z pewnością je przeżywa, można zaryzykować stwierdzenie, że deklarowanie takich objawów powinno wzmóc czujność diagnosty, choć sam fakt ich sygnalizowania w żadnym razie nie może być, rzecz jasna, podstawą do rozpoznania symulacji.

"Podręcznikowość" objawów

Ze strony większości osób udających chorobę psychiczną należy oczekiwać pewnej wiedzy z zakresu psychopatologii, bowiem sama symulacja musi być, siłą rzeczy, wypełniona jakąś treścią. Wiedza ta jest zazwyczaj mniej lub bardziej potoczna. W swoich własnych badaniach klinicznych autor postawił wymagającą weryfikacji hipotezę, że "obraz chorobowy" u symulantów będzie opierał się na informacjach zaczerpniętych z literatury specjalistycznej lub pięknej, a częściej – z filmu. Obraz przedstawianych w sztuce zaburzeń psychicznych jest zazwyczaj, z powodów oczywistych, niezwykle barwny i fascynujący, czyni psychozę intrygującą i uwodzącą dla czytelnika czy widza, podczas gdy z praktyki doskonale wiadomo, że nacechowana cierpieniem prawdziwa choroba psychiczna stwarza w gruncie rzeczy przygnębiające i deprymujące wrażenie. W istocie obraz kliniczny spotykanych zespołów chorobowych niezwykle rzadko zadziwia swą wyjątkowością – podkreślić należy, że relacje wielu pacjentów bywają bardzo do siebie podobne, co zresztą, mimo, że smutne, jest praktycznie użyteczne, w przeciwnym bowiem razie trudno byłoby stworzyć jakąkolwiek klasyfikację zaburzeń psychicznych. Warto zatem być ostrożnym w stosunku do osób, od których w wywiadzie klinicznym uzyskujemy bajecznie kolorową opowieść. Należy dodać, że także zbytnia wylewność i gadatliwość jest raczej rzadko u psychotyków spotykana i zazwyczaj nie są oni zainteresowani opowiadaniem o swoich, bądź co bądź nawet dla nich samych dziwnych, przeżyciach.

Reakcja na leczenie psychotropowe

Bardzo użytecznym, choć również nie w stu procentach pewnym sposobem oceny autentyczności zgłaszanych zaburzeń psychicznych jest stosowana czasem przez lekarzy psychiatrów metoda obserwacji działania leczenia psychotropowego. Opiera się ona na prostym fakcie, że u osoby zdrowej psychicznie po zastosowaniu leków psychiatrycznych dochodzi zazwyczaj do pogorszenia funkcjonowania psychofizycznego (pojawiają się nasilone objawy uboczne, w przypadku neuroleptyków na przykład trudna do opanowania senność, ślinotok, zaburzenia równowagi, objawy pozapiramidowe itd.) podczas gdy u osób rzeczywiście chorych odwrotnie – leczenie psychotropowe polepsza (oczywiście nie zawsze) funkcjonowanie, usuwa objawy psychopatologiczne i często nie skutkuje wystąpieniem reakcji niepożądanych. W praktyce psychiatrycznej zatem przyjmuje się czasem, że dobra tolerancja dużych dawek silnych leków psychotropowych może świadczyć pośrednio o rzeczywistej chorobie psychicznej. Osobom spoza branży najłatwiej jest wyjaśnić ten efekt na przykładzie nadciśnienia tętniczego lub alkoholizmu: osoba z nadciśnieniem po przyjęciu leków obniżających ciśnienie poczuje się lepiej, osoba z ciśnieniem prawidłowym – przeciwnie. I podobnie – osoba trzeźwa po wypiciu określonej dawki alkoholu wejdzie w stan upojenia alkoholowego, alkoholik przeżywający objawy abstynencyjne (kaca) dopiero po intoksykacji poczuje się i zacznie funkcjonować względnie normalnie.

Współczucie

Na koniec opracowania warto – nieco może anegdotycznie – wspomnieć o niezwykle skutecznym, stosowanym przez doświadczonych, wytrawnych diagnostów, sposobie wykrywania symulacji – wyraża się on w prostym stwierdzeniu, że "jeśli pacjent budzi autentyczne współczucie to znaczy, że faktycznie jest chory". Sposób ten, trudny do naukowej weryfikacji, bywa rzeczywiście niezawodny, należy jednak równocześnie pamiętać, że także wśród osób rzeczywiście chorych psychicznie zdarzają się pacjenci zamiast współczucia budzący odrazę, agresję, niechęć czy gniew.

Podsumowanie

Pomimo wysiłków wielu pokoleń badaczy do chwili obecnej nie dysponujemy narzędziami diagnozy psychologicznej pozwalającymi na ścisły i precyzyjny pomiar i opis osobowości oraz zaburzeń psychicznych i emocjonalnych. Nie wynaleziono dotąd także żadnej bezsprzecznie pewnej i skutecznej metody wykrywania kłamstwa, choć od starożytnych sposobów oceny stopnia wilgotności przeżutych przez przesłuchiwanego płatków owsianych do dzisiejszych skomplikowanych i zaawansowanych technicznie poligrafów przebyto bardzo długą drogę.
W przypadku opisu i "pomiaru" cech osobowości matematyczna precyzja jest tyleż niemożliwa co niepożądana – nie sposób bowiem wyobrazić sobie, by zestaw niezliczonych czynników określających nasz charakter i sposób bycia mógł być mierzony i opisywany podobnie jak wzrost czy ciśnienie tętnicze krwi. Niezwykle skomplikowana i wielowymiarowa natura ludzka jest nadal w dużej części zagadką i chyba należy sobie życzyć, by tak pozostało. Zbyt rozległa i ścisła wiedza o ludzkim charakterze stwarzałaby zapewne żyzne pole do wszelkiego typu nadużyć i manipulacji, których ofiarą w mniejszym lub większym stopniu i tak padamy każdego dnia.
Inaczej rzecz ma się zapewne z wykrywaniem samej symulacji zaburzeń psychicznych czy też kłamstwa w szerszym wymiarze. Skuteczne metody oceny tych zjawisk znakomicie podniosłyby poziom funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i nie tylko, nic więc dziwnego, że w ramach wszelkich teoretycznych i praktycznych naukowych działań psychologicznych dąży się do uzyskania możliwie rzetelnej wiedzy na temat przyjmowanych przez osoby badane strategii oszukiwania diagnosty. Należy jednocześnie podkreślić, że pomimo coraz liczniejszych i doskonalszych psychologicznych narzędzi diagnostycznych wciąż najskuteczniejszym narzędziem wykrywania symulacji zaburzeń psychicznych pozostaje doświadczenie praktyczne i oparta na nim czujna obserwacja.

ikona pdf Pobierz artykuł w formie pliku pdf

Symulowanie choroby psychicznej jako wyzwanie dla psychologicznej diagnostyki klinicznej

Wojciech Imielski

Wprowadzenie

W trakcie swojej praktyki – klinicznej, sądowej czy środowiskowej, tak psycholog jak i lekarz psychiatra niejednokrotnie miewają do czynienia z osobami z tych czy innych względów udającymi objawy choroby psychicznej. Zjawisko symulacji zaburzeń psychicznych jest być może tak stare, jak same zaburzenia psychiczne, a zatem towarzyszy człowiekowi najprawdopodobniej od początków jego historii. Niezależnie od powodów symulacji, o których będzie mowa w dalszej części artykułu, rzeczą niezwykle istotną jest umiejętność jej wykrycia czy zdemaskowania, co nie zawsze jest sprawą łatwą, zwłaszcza, jeśli symulujący jest osobą inteligentną i sprytną a przy okazji dobrze obeznaną z symptomatologią i syndromologią psychiatryczną.

Słowo "symulacja" pochodzi od łacińskiego "simulatio", oznaczającego "udawanie, pretekst". Potocznie definiuje się ją jako "udawanie (zwłaszcza objawów choroby) w celu oszukania, wprowadzenia w błąd otoczenia" (wg Słownika Wyrazów Obcych i Zwrotów Obcojęzycznych autorstwa Władysława Kopalińskiego).

Symulację rozumianą w sposób medyczny można zdefiniować jako celowe i zamierzone udawanie obecności fizycznych lub psychicznych objawów chorobowych, które w rzeczywistości u symulującej osoby nie występują. Ze zjawiskiem symulacji związane są ściśle następujące zjawiska pokrewne:

 

  • Agrawacja – kiedy osoba badana wyolbrzymia i przejaskrawia rzeczywiście występujące objawy choroby, często celem uzyskania dodatkowych korzyści - na przykład przedłużenia hospitalizacji czy wzbudzenia większego współczucia ze strony otoczenia, podtrzymania zainteresowania personelu medycznego itd.

  • Dysymulacja – jest w pewnym sensie przeciwieństwem symulacji. Ze zjawiskiem tym mamy do czynienia, kiedy osoba chora ukrywa własne objawy i zaprzecza ich występowaniu. Często obserwowana u chorych ujawniających zaburzenia psychotyczne. Warto zaznaczyć, że dysymulacja może być w pewnych okolicznościach objawem zdrowienia, ponieważ w wielu sytuacjach świadczy o pojawiającym się u pacjenta krytycyzmie wobec własnych przeżyć chorobowych i wzrastającym dystansie do przeżywanych objawów psychopatologicznych.

  • Metasymulacja – o metasymulacji mówimy wówczas, kiedy osoba chora, u której w toku leczenia uzyskano remisję choroby, sygnalizuje dalsze występowanie nieobecnych już objawów. Metasymulację często obserwuje się u osób z zaburzeniami z kręgu lękowo – depresyjnego i wydaje się, że jej cele są zazwyczaj podobne, jak w przypadku agrawacji.

  • Symulacja nawarstwiona (in. symulacja nałożona) – jest to zjawisko dosyć szczególne, polega bowiem na symulowaniu objawów choroby przez osoby rzeczywiście chore psychicznie. Wówczas, obok symptomów bezsprzecznych, stwierdzonych ponad wszelką wątpliwość, chory relacjonuje dolegliwości, których w rzeczywistości nie doświadcza. Bywa i tak, że diagnosta rozpoznaje zwykłą symulację, po pewnym zaś czasie okazuje się, że pod przyjętą przez chorego pozą kryje się rzeczywisty proces psychotyczny.

  • Zespół Gansera – (czasem nazywany pseudodemencją) to zjawisko, by tak rzec, z pogranicza symulacji i rzeczywistych zaburzeń psychicznych. Zespół Gansera obserwuje się u osób, które znalazły się (często nagle i niespodziewanie) w ciężkiej sytuacji życiowej. Nierzadko objawy zespołu Gansera obserwuje się u więźniów zakładów karnych, dlatego czasem syndrom ten zaliczany jest do tzw. "psychoz więziennych".

    Zespół Gansera to zaburzenie, w ramach którego chory sprawia wrażenie, jakby sztucznie i naiwnie "udawał wariata" – prezentuje objawy przypominające upośledzenie umysłowe, psychozę lub inwolucyjne zaburzenia starcze, na przykład usiłuje otwierać drzwi niewłaściwym końcem klucza, zakłada ubranie tyłem do przodu, próbuje pisać odwrotną stroną długopisu itd. W wywiadzie diagnostycznym objawem szczególnie wyraźnym jest udzielanie tzw. "odpowiedzi obok" – chory, zapytany o swój wiek, podaje wartość niepoprawną, ale bardzo zbliżoną do prawidłowej (podobnie w przypadku zadanych prostych działań arytmetycznych). Obraz całokształtu zachowania osoby badanej uderza pewną sztucznością i jakby przesadą, należy jednak pamiętać, że zespół Gansera nie jest przykładem zwykłej symulacji, w przeciwieństwie do niej nie jest bowiem jednoznacznie celowy i zamierzony. Pseudodemencja jest czymś w rodzaju ostatniej deski ratunku, jakiej nie do końca świadomie chwyta się osoba zagrożona na przykład wieloletnim więzieniem. Jak określił to niegdyś Profesor Tadeusz Bilikiewicz: "Chory w sytuacji, w której grozi mu kara, popada w stan niedorzecznego zachowania, postępując ze wszystkim konsekwentnie, tak jak to laicy wyobrażają sobie 'wariata': zachowuje się błazeńsko, wszystko robi na opak, niedorzecznie, nie umie nazwać przedmiotów codziennego użytku, trawa jest u niego czerwona, krew zielona, niebo czarne a sadza biała (…)".

Zespół Gansera jest specyficznym przypadkiem psychozy reaktywnej.

  • Zaburzenie pozorowane (in. zespół Münchausena) – jest to świadome i celowe wywoływanie objawów (gorączki, biegunki, wysypki itp.) choroby somatycznej, zazwyczaj poprzez podawanie odpowiednich środków (nawet trucizn). Celem jest często hospitalizacja lub nawet operacja, uzyskanie dostępu do leków itd. W praktyce klinicznej można mieć do czynienia również z tzw. "przeniesionym zespołem Münchausena", kiedy człowiek prowokuje objawy choroby nie u siebie, lecz u osoby od siebie zależnej (na przykład u dziecka).

  • Konwersja histeryczna - w pewnym sensie jest również rodzajem symulacji, z tym, że możemy powiedzieć, iż symuluje tutaj nie pacjent, lecz jego nerwica. W pełnoobjawowej histerii obserwuje się występowanie objawów pozornie świadczących o chorobie fizycznej, lecz nie mających żadnego uzasadnienia w stwierdzonym somatycznym stanie chorego. W trakcie dogłębnej analizy objawów można zauważyć ich "celowość" – objaw konwersyjny zawsze czemuś służy lub coś symbolizuje. Przykładem może być utrata władzy w nogach u żołnierza biorącego udział w działaniach frontowych, nagła ślepota u kierowcy czy utrata głosu u nauczyciela.

Do chwili obecnej na gruncie psychologii klinicznej i psychiatrii nie zostało stworzone precyzyjne narzędzie wykrywania symulacji choroby psychicznej. Tzw. "skale kłamstwa" czy "skale symulacji" w najrozmaitszych klinicznych kwestionariuszach czy inwentarzach osobowości są tak naprawdę skalami mierzącymi tendencję osoby badanej do przedstawiania się w pozytywnym świetle czy też do zniekształcania obrazu własnej osoby, jaki objawia się po obliczeniu wyników badania i ich interpretacji przez odpowiednio wyszkolonego specjalistę. Z doświadczeń autora tego artykułu wynika jednak, że skale takie nie są szczególnie przydatne do rozpoznawania ewentualnego udawania choroby psychicznej. W zakresie wykrywania symulacji zaburzeń emocjonalnych psychologowie i psychiatrzy praktycy są zatem zazwyczaj skazani na własne, wypracowane w toku długoletniej praktyki i doświadczenia sposoby odróżniania osób zdrowych od rzeczywiście chorych psychicznie i w dalszej części artykułu temat ten zostanie omówiony.

 

Eksperymentalne badanie zagadnienia, o którym mowa jest z kilku względów utrudnione. Po pierwsze - w praktyce klinicznej symulanci zdarzają się znacznie rzadziej, niż się powszechnie ludziom wydaje, trudno jest więc o wiarygodny i odpowiednio liczny ludzki materiał badawczy. Po drugie – z różnych powodów ludzie symulują objawy różnych jednostek diagnostycznych, utrudnione jest więc dodatkowo stworzenie jednej, precyzyjnej kwestionariuszowej skali symulacji. Po trzecie – wiadomo, że zjawisku symulacji towarzyszą zjawiska podobne i ściśle z nią związane, takie jak wymienione powyżej (dysymulacja, agrawacja, metasymulacja i in.). Niezwykle rozbudowane treściowo kliniczne kwestionariusze diagnostyczne składają się zazwyczaj z takiej liczby pozycji czy pytań, która i tak jest dla badanego męcząca i uciążliwa (na przykład powszechnie stosowany na oddziałach psychiatrycznych, składający się z 566 pozycji testowych inwentarz Minnesota Multiphasic Personality Inventory, znany jako MMPI), trudno więc mówić o dodatkowym rozszerzaniu zawartości skal kontrolnych.

Warto jednak zauważyć, że odpowiednio wyszkolony specjalista zazwyczaj po kilku latach praktyki klinicznej całkiem nieźle radzi sobie z wykrywaniem ewentualnych symulantów i w kolejnych rozdziałach artykułu zostaną prześledzone powody, dla których ludzie udają chorobę psychiczną oraz właśnie praktyczne wskaźniki symulacji.

Zawarte w artykule spostrzeżenia i wnioski są już częściowo oparte na quasi – eksperymentalnych (jako że na gruncie psychologii klinicznej trudno jest mówić o eksperymencie w ścisłym sensie) badaniach klinicznych prowadzonych przez autora.

Dlaczego ludzie udają chorobę psychiczną?

Wśród licznych powodów ewentualnej symulacji zaburzeń psychicznych wyszczególnić należy przynajmniej cztery, zgodnie z doświadczeniami autora artykułu najpowszechniej występujące. Są to:

  • - chęć uzyskania świadczeń socjalnych, roszczenia rentowe czy odszkodowawcze

  • - pragnienie uniknięcia odpowiedzialności karnej lub służby wojskowej

  • - wynikająca z czystej złośliwości czy przekory chęć wprowadzenia w błąd lekarza

  • czy psychologa

  • - symulacja z pobudek psychotycznych u osób rzeczywiście chorych.

Prezentowany przez pacjentów "obraz chorobowy" symulowanych zaburzeń jest zazwyczaj różny w przypadku czterech wymienionych powodów. I tak – renciści lub osoby zgłaszające roszczenia odszkodowawcze zwykle starają się zaprezentować objawy depresji, nerwicy, lub zaburzeń depresyjno – lękowych. Wynika to zapewne m. in. z przyczyn społecznych – w ocenie takich pacjentów zaburzenia z kręgu afektywnych czy nerwicowych mogą przydarzyć się każdemu i spotykają się w społeczeństwie z większą tolerancją i akceptacją, niż na przykład zaburzenia psychotyczne (nikt bowiem na dłuższą metę nie chciałby we własnym środowisku uchodzić za chorego psychicznie, chyba, że ma bardzo poważne powody). Warto także zaznaczyć, że osoby te starają się często zaprezentować także obniżoną sprawność intelektualną, głównie w zakresie funkcji pamięciowych (na przykład zaniżają własne wyniki w badaniu testem inteligencji lub tzw. testami organicznymi).

W przypadku osób zagrożonych karą sądową dużo częściej mamy do czynienia z prezentacją rzekomych głębokich zaburzeń psychotycznych lub nawet upośledzenia umysłowego, co wynika z chęci uzyskania opinii lekarskiej stwierdzającej, że oskarżony miał w czasie czynu częściowo lub całkowicie zniesioną zdolność do rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim zachowaniem lub wprost z chęci uzyskania opinii o niepoczytalności. Ze zrozumiałych względów zaburzenia psychotyczne lub upośledzenie umysłowe byłyby dla tych osób najwygodniejsze. "Chorzy" tacy zazwyczaj opowiadają o rzekomych doznaniach omamowych, wypowiadają treści urojeniowe, natomiast w psychometrycznych skalach diagnostycznych starają się zaprezentować znacznie obniżoną sprawność intelektualną i objawy ewidentnej choroby psychicznej.

W przypadku pensjonariuszy zakładów karnych, pragnących uzyskać zwolnienie z więzienia lub przeniesienie do zakładu karnego o mniejszym rygorze obserwuje się często prezentację objawów autyzmu, izolacji społecznej i apatii. Wojskowi lub poborowi, celem zwolnienia ze służby lub jej uniknięcia stosunkowo często natomiast powołują się na swój rzekomy homoseksualizm (który, rzecz jasna, nie należy do dyspozycji emocjonalnych czy osobowościowych pożądanych w armii). W czasach obecnych, w dobie armii zawodowej, problem ten umarł śmiercią naturalną.

W praktyce klinicznej nierzadko spotyka się również osoby, które mają ochotę po prostu "poigrać" z diagnostą na zasadzie "kto kogo przechytrzy". Warto zaznaczyć, że w wielu przypadkach u osób tych stwierdza się osobowość nieprawidłową o różnym obrazie klinicznym, jednak w standardowym badaniu skalami psychometrycznymi pacjenci tacy często prezentują bardzo niespójny, dziwaczny wręcz profil wyników. Zwykle wynika to ze specyficznego, przyjętego celowo sposobu odpowiadania na pytania kwestionariuszowe, na przykład na przemian "tak" i "nie", lub zupełnie dowolnie, bez czytania treści pozycji testowych. Jedną z form weryfikacji takich wyników, dosyć zresztą przypadkową, jest uzyskanie informacji od innych pacjentów, którym badany żartowniś prywatnie zwierza się z udanego kawału.

Jeszcze innym zagadnieniem jest symulacja zaburzeń ze strony osób rzeczywiście chorych psychicznie. Brzmi to może dość dziwnie, ale w praktyce zdarza się czasem, że pacjent psychotyczny opisuje u siebie objawy, które de facto nie występują i czyni to z pobudek chorobowych. Po bardziej wnikliwej obserwacji okazuje się, że pod rzekomą symulacją kryje się rzeczywisty proces psychotyczny. Trudno jest jednoznacznie określić, jakiego rodzaju motywacja kieruje takim postępowaniem chorych – bez wątpienia nieco inna w każdym pojedynczym przypadku.

Z całą pewnością najbardziej skuteczną metodą demaskowania symulacji zaburzeń psychicznych (i pewnie wszelkich innych...) jest długotrwała obserwacja. Wynika to bezpośrednio z faktu, że nikt nie jest w stanie udawać przez cały czas, 24 godziny na dobę. Prędzej czy później następuje nieuchronnie moment nieuwagi, w którym symulant zapomina się i spod przybranej maski choć na parę chwil wyziera zdrowa osobowość, emocjonalność czy intelekt pacjenta. Przypadki takie najłatwiej zademonstrować na przykładzie opisanych wcześniej "chorych" roszczeniowych, prezentujących objawy rzekomej depresji. Charakterystyczne jest bowiem, że pacjenci tacy manifestują obniżenie nastroju, zanik napędu życiowego i motywacji jedynie w określonych momentach, tj. głównie podczas porannej i wieczornej wizyty lekarskiej, podczas kontaktu z członkami personelu i – wybitnie – w trakcie badania w gabinecie psychologa lub lekarza. Wystarczy zatem niespodziewanie zjawić się na sali chorych lub w innym, bardziej prywatnym dla pacjentów miejscu (na przykład w palarni), by ujrzeć chorego z "depresją" roześmianego, rozluźnionego, biorącego udział w ożywionej konwersacji. Obserwacja taka jest jednak, rzecz jasna, możliwa tylko w przypadku dłuższej hospitalizacji pacjenta lub jego pobytu w warunkach izolacji (więzienie, oddział detencyjny, dom opieki), trudno natomiast stosować ją skutecznie w warunkach ambulatoryjnych, choć wiadomo, że nawet w poradni czy gabinecie prywatnym pacjent może inaczej zachowywać się w poczekalni, inaczej podczas kontaktu z diagnostą.

Praktyczne wskaźniki symulacji zaburzeń psychicznych

Problem manifestacji objawów

 

W przypadku psychoz bardzo znamienne jest, że osoby rzeczywiście chore psychicznie zazwyczaj wykazują tendencję do dysymulacji a zatem ukrywania objawów i zaprzeczania wszelkim dysfunkcjom psychicznym czy emocjonalnym. Widoczne jest to wyraźnie w wynikach prowadzonych przez autora tej pracy badań klinicznych. Z kolei symulanci często mają zwyczaj manifestować i podkreślać własne niedomagania mentalne, co nawet w przypadku osób błyskotliwie symulujących z miejsca stwarza wrażenie sztuczności i nieautentyczności. Dochodzi nawet do absurdalnych sytuacji, w których pacjent upiera się, że "ma dziwaczne urojenia", podczas gdy, jak wiadomo, urojenia są to z definicji błędne sądy i mniemania, w stosunku do których pacjent pozostaje całkowicie bezkrytyczny i w których słuszność wierzy niezachwianie, uważając je za jak najbardziej rzeczowe i racjonalne.

 

Krytycyzm chorobowy jest zjawiskiem bardzo rzadko występującym w psychozach i jeśli nawet pacjent deklaruje poczucie choroby, to zazwyczaj twierdzi, że jest chory "na nerwy", "na nerwicę" lub – najczęściej – "na depresję", z jego "rozumem" natomiast wszystko jest najzupełniej w porządku (to zaś potwierdza zawarte w pierwszej części przypuszczenie, że nerwica czy depresja są zespołami bardziej niż psychozy akceptowalnymi społecznie i każdy "woli" chorować na nie).

Nadmiar patologii i niekonsekwencja

 

W przypadku osób symulujących zaburzenia psychiczne zwykle mamy do czynienia także ze zjawiskiem tzw. "nadmiaru patologii". Efekt ten występuje zazwyczaj u naiwnych, prymitywnych symulantów i polega na tym, że osoba badana sygnalizuje obecność wszelkich możliwych objawów psychopatologicznych. W ramach wywiadu łatwo w sposób kontrolowany sprowokować takie zachowanie, zadając pytania umiarkowanie sugerujące pożądaną odpowiedź. W tych warunkach naiwny symulant nierzadko chwyta się każdej możliwości dodatkowego "uwiarygodnienia" i pogłębienia obrazu własnych zaburzeń. W sytuacji badania kwestionariuszowego uzyskujemy profil kliniczny przeciążony patologią – bardzo wysoki, zawierający wszelkie wskaźniki zaburzeń emocjonalnych.

Warto zwrócić tu uwagę na często występujący rażący brak konsekwencji – w profilu takim uzyskujemy na przykład bardzo wysokie wskaźniki jednocześnie depresji i manii, ekstrawersji i introwersji, lęku i psychopatii itd. Efekt ten jest komiczny w przypadku symulantów, należy jednak pamiętać, że w odniesieniu do rzeczywistych psychotyków może świadczyć nie o symulacji lecz o daleko posuniętej dezorientacji autopsychicznej czy ogólnej dezorganizacji życia psychicznego, objawach takich, jak ambiwalencja, ambitendecja itd.

Manifestacja halucynacji wzrokowych

 

Z klinicznych doświadczeń autora wynika, że objawy psychopatologiczne w postaci doznań omamowych ze strony zmysłu wzroku zdarzają się w praktyce stosunkowo rzadko (w przeciwieństwie, na przykład, do bardzo częstych omamów słuchowych). Pomimo, iż halucynacje wzrokowe niewątpliwie istnieją i pewien procent pacjentów z pewnością je przeżywa, można zaryzykować stwierdzenie, że deklarowanie takich objawów powinno wzmóc czujność diagnosty, choć sam fakt ich sygnalizowania w żadnym razie nie może być, rzecz jasna, podstawą do rozpoznania symulacji.

"Podręcznikowość" objawów

 

Ze strony większości osób udających chorobę psychiczną należy oczekiwać pewnej wiedzy z zakresu psychopatologii, bowiem sama symulacja musi być, siłą rzeczy, wypełniona jakąś treścią. Wiedza ta jest zazwyczaj mniej lub bardziej potoczna. W swoich własnych badaniach klinicznych autor postawił wymagającą weryfikacji hipotezę, że "obraz chorobowy" u symulantów będzie opierał się na informacjach zaczerpniętych z literatury specjalistycznej lub pięknej, a częściej – z filmu. Obraz przedstawianych w sztuce zaburzeń psychicznych jest zazwyczaj, z powodów oczywistych, niezwykle barwny i fascynujący, czyni psychozę intrygującą i uwodzącą dla czytelnika czy widza, podczas gdy z praktyki doskonale wiadomo, że nacechowana cierpieniem prawdziwa choroba psychiczna stwarza w gruncie rzeczy przygnębiające i deprymujące wrażenie. W istocie obraz kliniczny spotykanych zespołów chorobowych niezwykle rzadko zadziwia swą wyjątkowością – podkreślić należy, że relacje wielu pacjentów bywają bardzo do siebie podobne, co zresztą, mimo, że smutne, jest praktycznie użyteczne, w przeciwnym bowiem razie trudno byłoby stworzyć jakąkolwiek klasyfikację zaburzeń psychicznych. Warto zatem być ostrożnym w stosunku do osób, od których w wywiadzie klinicznym uzyskujemy bajecznie kolorową opowieść. Należy dodać, że także zbytnia wylewność i gadatliwość jest raczej rzadko u psychotyków spotykana i zazwyczaj nie są oni zainteresowani opowiadaniem o swoich, bądź co bądź nawet dla nich samych dziwnych, przeżyciach.

Reakcja na leczenie psychotropowe

Bardzo użytecznym, choć również nie w stu procentach pewnym sposobem oceny autentyczności zgłaszanych zaburzeń psychicznych jest stosowana czasem przez lekarzy psychiatrów metoda obserwacji działania leczenia psychotropowego. Opiera się ona na prostym fakcie, że u osoby zdrowej psychicznie po zastosowaniu leków psychiatrycznych dochodzi zazwyczaj do pogorszenia funkcjonowania psychofizycznego (pojawiają się nasilone objawy uboczne, w przypadku neuroleptyków na przykład trudna do opanowania senność, ślinotok, zaburzenia równowagi, objawy pozapiramidowe itd.) podczas gdy u osób rzeczywiście chorych odwrotnie – leczenie psychotropowe polepsza (oczywiście nie zawsze) funkcjonowanie, usuwa objawy psychopatologiczne i często nie skutkuje wystąpieniem reakcji niepożądanych. W praktyce psychiatrycznej zatem przyjmuje się czasem, że dobra tolerancja dużych dawek silnych leków psychotropowych może świadczyć pośrednio o rzeczywistej chorobie psychicznej. Osobom spoza branży najłatwiej jest wyjaśnić ten efekt na przykładzie nadciśnienia tętniczego lub alkoholizmu: osoba z nadciśnieniem po przyjęciu leków obniżających ciśnienie poczuje się lepiej, osoba z ciśnieniem prawidłowym – przeciwnie. I podobnie – osoba trzeźwa po wypiciu określonej dawki alkoholu wejdzie w stan upojenia alkoholowego, alkoholik przeżywający objawy abstynencyjne (kaca) dopiero po intoksykacji poczuje się i zacznie funkcjonować względnie normalnie.

Współczucie

Na koniec opracowania warto – nieco może anegdotycznie – wspomnieć o niezwykle skutecznym, stosowanym przez doświadczonych, wytrawnych diagnostów, sposobie wykrywania symulacji – wyraża się on w prostym stwierdzeniu, że "jeśli pacjent budzi autentyczne współczucie to znaczy, że faktycznie jest chory". Sposób ten, trudny do naukowej weryfikacji, bywa rzeczywiście niezawodny, należy jednak równocześnie pamiętać, że także wśród osób rzeczywiście chorych psychicznie zdarzają się pacjenci zamiast współczucia budzący odrazę, agresję, niechęć czy gniew.

Podsumowanie

Pomimo wysiłków wielu pokoleń badaczy do chwili obecnej nie dysponujemy narzędziami diagnozy psychologicznej pozwalającymi na ścisły i precyzyjny pomiar i opis osobowości oraz zaburzeń psychicznych i emocjonalnych. Nie wynaleziono dotąd także żadnej bezsprzecznie pewnej i skutecznej metody wykrywania kłamstwa, choć od starożytnych sposobów oceny stopnia wilgotności przeżutych przez przesłuchiwanego płatków owsianych do dzisiejszych skomplikowanych i zaawansowanych technicznie poligrafów przebyto bardzo długą drogę.

W przypadku opisu i "pomiaru" cech osobowości matematyczna precyzja jest tyleż niemożliwa co niepożądana – nie sposób bowiem wyobrazić sobie, by zestaw niezliczonych czynników określających nasz charakter i sposób bycia mógł być mierzony i opisywany podobnie jak wzrost czy ciśnienie tętnicze krwi. Niezwykle skomplikowana i wielowymiarowa natura ludzka jest nadal w dużej części zagadką i chyba należy sobie życzyć, by tak pozostało. Zbyt rozległa i ścisła wiedza o ludzkim charakterze stwarzałaby zapewne żyzne pole do wszelkiego typu nadużyć i manipulacji, których ofiarą w mniejszym lub większym stopniu i tak padamy każdego dnia.

Inaczej rzecz ma się zapewne z wykrywaniem samej symulacji zaburzeń psychicznych czy też kłamstwa w szerszym wymiarze. Skuteczne metody oceny tych zjawisk znakomicie podniosłyby poziom funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i nie tylko, nic więc dziwnego, że w ramach wszelkich teoretycznych i praktycznych naukowych działań psychologicznych dąży się do uzyskania możliwie rzetelnej wiedzy na temat przyjmowanych przez osoby badane strategii oszukiwania diagnosty. Należy jednocześnie podkreślić, że pomimo coraz liczniejszych i doskonalszych psychologicznych narzędzi diagnostycznych wciąż najskuteczniejszym narzędziem wykrywania symulacji zaburzeń psychicznych pozostaje doświadczenie praktyczne i oparta na nim czujna obserwacja.

design by vilanim Copyright © wojciechimielski.pl